|
Zawsze starałam się żyć tak, żeby niczego nie żałować, nie myśleć: Ale byłam głupia!! Przecież w momencie podejmowania decyzji opcja, którą wybierałam wydawała mi się najlepsza... Niestety, związku z nim będę żałować do końca życia...
poniedziałek, 22 marca 2010
wstyd
napisałam fajną notkę o tym, że wstydzę się, że znam, że byłam z tą gnidą. niestety skasowała mi się. nienawidzę jak to się zrobi.
tak czy inaczej jest mi wstyd, że mu ufałam, że dałam się wykorzystać. może jak znów mnie coś najdzie to napiszę +/- to, co napisałam w tamtej notce.
eksplorer jest wnerwiający.
środa, 03 lutego 2010
praca
dobrze jest mieć pracę. cieszę się, że coś robię, że nie muszę żyć na łasce rodziny. czuję ogromną ulgę, bo wiem, że będę wystarczy mi na rachunki w przyszłym miesiącu, a może nawet coś zostanie... mam wielkie długi u mojej mamy i oddam jej co do grosza, ale nie ciąży na mnie świadomość odsetek. oczywiście oddam jej więcej niż pożyczyłam, ale mam ten komfort, że spłacę jak będę miała. czasem mi się tamten łoś przypomni i wtedy go nienawidzę. wtedy szybko staram się zająć czymś, żeby o nim nie myśleć. nie życzę mu źle, ale mam nadzieję, że dostanie to, na co zasłużył - cokolwiek to jest.
poniedziałek, 23 listopada 2009
mj
a to tak wstawiam, bo on był moim największym idolem jak miałam 9-11 lat. potem mi przeszło, ale muzykę i tak miał fajną... szkoda, że nie żyje...
myślę, że to bardzo ciekawa koncepcja dla niego... title
w sprawie mojego crush on special agent seeley booth, chciałabym powiedzieć, że postać to postać i nadal czuję do tej osoby miętę, bo jak wspomniałam jest to uosobienie tego, czego potrzebowałabym w osobie, z którą miałabym spędzić życie. jednak co do kwestii "przystojności" aktora mam ostatnio zastrzeżenia... bo muszę się przyznać, że do tego stopnia mnie wzięło, że postanowiłam jeszcze raz obejrzeć wszystkie odcinki - tym razem uważniej przyglądając się relacjom między Boothem a Brennan i jemu samemu. żeby zweryfikować mój crush - może się odcrushować?... no w każdym razie ten aktor wcale nie jest AŻ taki przystojny. jego lewy profil jest tragiczny - wygląda strasznie staro, ma lekko kose oczy i neandertalskie czoło... chociaż to ostatnie jest w zasadzie zaletą, bo dobrze się wkomponowuje w resztę. kiedy chodzi palce u stóp ma często skierowane do środka... niemniej jednak - postać, jaką wykreowali - seeley booth - pozostaje moim ideałem. i ostatnio - dużo myślę o swoim życiu... tak naprawdę to cały czas myślę, ale ostatnio doszłam do pewnych wniosków. tak sobie pomyślałam, że zarówno booth, brennan jak i cały squint squad mają pracę - tak jako postacie, jak jako aktorzy. coś robią ze swoim życiem, zarabiają pieniążki... a ja nie :-( no i dlatego postanowiłam znów przyłożyć się do szukania pracy (przy czym zaznaczam, że "znów" odnosi się do szukania, a nie do postanowienia). teraz muszę się tylko zmusić do szukania tej pracy. mam kilka ciekawych ofert, ale nie chce mi się pisać listów motywacyjnych. uważam, że jest to zupełnie niepotrzebne. nie mogę tam napisać, że chcę wprowadzić moje życie na ścieżkę "normalności" i w końcu zacząć żyć - muszę pisać jakieś pierdoły... no nic - zobaczymy, może tym razem zrobię to inaczej i akurat przyniesie mi to szczęście? ktoś mnie zauważy, wyłowi z tłumu? poza tym ciąglę myślę sobie o wniosku, do którego doszłam już kilka lat temu - że żyję czekając... najprawdopodobniej to dlatego, że na pogrzebie mojego taty i potem na wszelkich mszach księża mówili, że zmarli zostaną wskrzeszeni, że kiedyś znów będziemy razem itd. itp. dziś wiem, że to nieprawda, ale wtedy miałam tylko 4 lata. zapadło mi w pamięć i w serce. no i teraz czekam na mojego tatę... a przecież muszę zacząć żyć, bo jak nie, to co ze mną będzie?
poniedziałek, 16 listopada 2009
czy tacy faceci wogóle istnieją?
czy tacy faceci jak wspominany przeze mnie ostatnio bohater serialowy Seeley Booth wogóle istnieją? tacy, którym zależy, którzy potrafią obserwować, którzy potrafią przyznać się do błędu, którzy szanują i siebie i innych, którzy się troszczą o osoby, na których im zależy?...
moje doświadczenia nie są jakieś wybitnie bogate, ale to, co do tej pory zdobyłam daleko odbiega od mojego fikcyjnego ideału. mój były (jeszcze sprzed tego pasożyta), z którym byłam kilka lat jest wybitnie niedowartościowany i ciągle się miota. po naszym rozstaniu długo nie utrzymywałam z nim kontaktu, ale kilka miesięcy temu reaktywowałam tę znajomość. czasem jest ok, ale jak coś pójdzie nie po jego myśli jest agresywny i zwyczajnie, przyziemnie chamski - na szczęście tylko werbalnie. w zasadzie to nie dlatego zakończyłam ten związek, ale to jedna z rzeczy, które dowodzą słuszności mojej decyzji.
ostatni związek - ten z pasożytem - wogóle był porażką. ta gnida jest dokładnym przeciwieństwem uroczego agenta: troszczy się tylko o własny tyłek, nigdy nie dotrzymuje obietnic, olewa wszystko i wszystkich, nie ma za grosz honoru ani poczucia odpowiedzialności. czuję się totalnie wypalona. może czas zrobi swoje i zagoi te rany, ale to chyba będzie dłuuuugo trwało... póki co zupełnie nie wyobrażam sobie jak mogłabym z kimś być, zufać, zakochać się.
jak ja niesamowicie żałuję, że wogóle go poznałam!!!
poniedziałek, 09 listopada 2009
bo jakiś tytuł musi być...
tak widzę, że tego kanału komunikacji używam do tego, żeby przede wszystkim żalić się jaka to ze mnie niedojda życiowa... no i dobrze - to mój kawałek www. ostatnio seryjnie oglądam bones. i niestety, wiem, że to makabrycznie głupie, ale przedwczoraj doszłam do wniosku, że mam a little crush on the main character - agent Booth. podkreślam, że chodzi o postać, a nie o aktora. jak zastanawiałam się dlaczego tak jest, to doszłam do wniosku, że to jest taki mój ideał - opiekuje się przyjaciółmi (a zwłaszcza Bones), wspiera ją, ona zawsze może na niego liczyć, no a to, że jest przystojny to jest kwestia drugorzędna. jak do tej pory tak naprawdę nie miałam w nikim wsparcia, nie mogłam powiedzieć, że mogę na kogoś liczyć zawsze i bezwzględnie... ostatnio z poważnych finansowych kłopotów wyciągnęła mnie mama, ale jak byłam mała i w sytuacjach konfliktowych z siostrą mamy nigdy nie otrzymałam, żadnego sygnału wsparcia ani od mamy, ani od siostry (siostra mojej mamy zawsze chciała narzucić swoją wolę wszystkim, a ja byłam na tyle odważna... albo na tyle głupia, żeby jej się sprzeciwiać, wytykać jej niekonsekwencje czy błędy - za co mnie nienawidzi do dziś). do tego dochodzi sytuacja z tym palantem, na którego zmarnowałam kilka lat swojego życia, jeszcze więcej zdrowia i osoby mi bliskie. mogę powiedzieć, że rozumiem postawę Bones, która boi się zaufać komuś i wszystko racjonalizuje. przyznam się, że też mam takie skłonności. chciałabym mieć takiego Bootha, na którego zawsze będę mogła liczyć... jest mi tak strasznie smutno!! chyba to mój dzień na popłakanie... no a teraz muszę się wziąć za szukanie pracy.
piątek, 23 października 2009
muzyka i rybki
no właśnie. rybak. niejaki alexander. osatnio mam mocną fazę na jego piosenki. oglądałam ja jutubie jego klipy i występ z eurowizji i przyznaję, że fajny - znaczy przystojny, ale wg mnie to nie jest żaden powód, żeby słuchać jego piosenek... znaczy to jak wygląda jest ok, ale nie ma nic do jego muzyki. przynajmniej dla mnie. no a muzyka mnie urzekła. a zwłaszcza "roll with the wind". pisałam już o tym? no trudno - aż tak bardzo podoba mi się jego śpiewanie. no ale nie ma się co dziwić - narody na wschód od Polski mają wszelkie talenty muzyczne... no a Michaela Jacksona też bardzo lubię. jakiś miesiąc temu odkryłam go na nowo... jak miałam 10 lat, to byłam jego wielką fanką... potem podrosłam i przeszło mi. a teraz jakoś wróciło tylko z większym zrozumieniem tekstów, które są niebagatelne - on miał coś do powiedzenia innym. odkryłam też Jacksons 5 i muszę stwierdzić, że on miał niesamowity głos jako dziecko! po prostu cudowny!
czwartek, 22 października 2009
a w uczuciach zima...
jak przyjrzę się mojemu życiu uczuciowemu, to dochodzę do wniosku, że jestem wypalona... prawie do popiołów... smutne to, ale prawdziwe - po ostatnich oszustwach, kłamstwach, wyłudzeniach i kradzieżach tego największego z palantów - boję się zaufać. boję się, że znów ktoś mnie oszuka, że znów się zawiodę. oczywiście nie można generalizować, bo nie wszyscy są tacy sami, ale obawa chyba pozostanie we mnie na zawsze. ostatnio oglądam sporo amerykańskich komedii romantycznych i rozczula mnie ich naiwność, pretensjonalność i niesamowita szablonowość. niemniej jednak lubię ten gatunek. kiedyś ściskało mnie w dołku na happy endzie, a teraz patrzę na to z politowaniem (że tak to ujmę). w tej materii moje serce zamieniło się w zimny... wręcz lodowaty głaz. może to na maksa głupie, ale jedyne co mnie rusza to serial "BrzydUla". zupełnie jak główna bohaterka - jestem głupia i wierzę w ludzi, tylko nie mam obok takiego wsparcia... :-( przyznam się bez bicia, że raz nawet płakałam jak oglądałam jakiś tam odcinek - ale nie przez film sam w sobie, tylko ze względu na fakt, że wiem jak mogła się czuć bohaterka. a konkretnie: polskiej wersji nie oglądałam wcześniej regularnie, ale wiedziałam o co chodzi w historii, bo widziałam kolumbijski oryginał. jakiś miesiąc temu złapałam fazę na ten serial i obejrzałam wszystko od początku. w jednym z odcinków z pierwszej połowy była taka sytuacja, kiedy Violetta rozpuszczała plotki o Uli i to wyszło na jaw.cała firma śmiała się, a Ula dowiedziała się o tym przypadkiem. wiem, jak może się wtedy człowiek czuć. było mi tak przykro jak sobie to przypomniałam, że aż się popłakałam. inną fazę złapałam dziś, a zwie się ona Alexander Rybak. z radia dowiedziałam się, że koleś wygrał Eurowizję, a Jedynka promuje teraz jego piosenkę "Roll With The Wind". chciałam zobaczyć sobie tekst do tejże chanson i oczywiście trafiłam na jutjub. odkryłam, że gostek jest całkiem przystojny i do tego gra na skrzypeczkach. nie będę udawała, że odpadłam, że mnie zachwycił czy coś, ale faktem jest, że podobają mi się jego piosenki. i nawet te jego skrzypce dobrze brzmią (dawno temu przekonałam się, że jeżeli skrzypce, to tylko na żywo - wtedy tę muzykę się czuje, a żadne nagranie tego nie odda). generalnie sporo się o nim dowiedziałam - że jego rodzice to muzycy, że jego była dziewczyna była inspiracją to tekstów piosenek, które pisał - albo tylko "Fairytale" (nie wiem i mało mnie to...) i że ona sprzedała prasie ich wspólne zdjęcia etc. jak on wygrał Eurowizję - podobno po to, żeby też zrobić swoją małą karierę. niemniej jednak, cały ten wywód prowadzę w celu napisania, że te jego teksty... chciałabym, żeby mnie ruszały, bo muzyka też mocno mnie rusza... chciałabym czuć tak jak on - miłość, ale taką szczęśliwą, a nie po rozstaniu... chciałbym poznać kogoś, kto mnie doceni... pokocha... nie mam nawet trzydziestki, a czuję się na conajmniej pięćdziesiąt... :-( |
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Praktyczne - przynajmniej dla mnie
Zaglądam do:
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||