Na całe szczęście już tylko o mnie...
Zawsze starałam się żyć tak, żeby niczego nie żałować, nie myśleć: Ale byłam głupia!! Przecież w momencie podejmowania decyzji opcja, którą wybierałam wydawała mi się najlepsza... Niestety, związku z nim będę żałować do końca życia...
Blog > Komentarze do wpisu
« jak masz miękki serce, to ...
a u mnie jesień... »

szczęście, szczęście cóż to jest?

po ostatnich zdarzeniach powoli dochodzę do siebie. mama mnie wspomaga finansowo, mam jeszcze 2 sprawy do zamknięcia - z czego jedna niestety się przeciąga.

w międzyczasie szukam pracy opiekując się moją półroczną chrześnicą. oczywiście jak się bejbisituje, to na szukanie bardziej dochodowego zajęcia zostaje okropnie mało czasu, ale ostatnio zebrałam moc w kichach i wysyłam cv na bieżąco.

ostatnio zaczęłam się też intensywniej kontaktować z moim byłym - nie tym ostatnim etatowym złodziejem i oszustem. z takim, z którym byłam jakieś 4 lata, ale go rzuciłam, bo mnie dołował. teraz też nie jest jakimś wielkim optymistą, ale szybko ucinam wszelkie jego podejrzane dywagacje. teraz nasze relacje mają trochę inny wymiar - on już się nie boi, że mnie urazi i powiem mu "baj, baj bejbi", tylko jak jest zły albo coś, to normalnie to okazuje. i to jest dobre.

w każdym razie spędziłam u niego 2 minione łikendy. przede wszystkim super było oderwać się od "ga-ga, gu-gu, a buuuu"... nie żebym nie kochała tej malutkiej dziewczynki, bo ona jest przesłodka, ale po tak długim przebywaniu z maleństwem człowiek ma ochotę na trochę inne towarzystwo. i pewnie takie łikendy staną się rutyną dopóki nie znajdę pracy, coś się nie zmieni w moim życiu...

i po tym wszystkim, co się wydarzyło w moim życiu w ciągu ostatnich kilku lat - baaardzoooo duuuużoooo myślę... i tak ostanio wymyśliłam, że szczęście to tylko taki któtkie chwile i trzeba je dostrzegać i cieszyć się nimi, i pamiętać o nich, żeby wróciły w trudniejszych chwilach...

i tak sobie dalej myślę, że czuję się, jakby moje życie przeciekało mi przez palce, że jeszcze się nie zaczęło, a ja marnuję czas na czekanie... i czekam, i czekam, i czekam... ale ostatnio zawzięłam się i chcę wprowadzać zmiany. chcę żyć swoim życiem, a nie życiem mojej siostry, tak, jak to się dzieje w tej chwili.

i (niesłychane, ale jednak!) jeszcze sobie myślę, a raczej zastanawiam się, czy lepszy wróbel w garści, czy mam wypatrywać gołębia na dachu, bo ten mój były - chociaż zapiera się rękami i nogami, to wiem, że gdybym chciała - na pewno wróciłby do mnie. i muszę powiedzieć, że poza kilkoma wadami, to całkiem fajny typ i co ogromnie ważne - uczciwy. wprawdzie te wady doprowadziły do rozstania i teraz powstrzymują mnie przed powrotem, ale można przecież iść na kompromis...

no i jestem w kropce... tak czy inaczej - do póki nie znajdę pracy - nie ma mowy, żebym jakieś decyzje tego typu podemowała... a może w pracy poznam mojego przyszłego męża? a może już go znam, tylko teraz nie jest nasz moment? moja siostra szwagra też znała kilka lat zanim zaczęli się spotykać...

jaki wniosek z tych moich wypocin??                                                                                                            łapcie chwile szczęścia i pieczołowicie przechowujcie je w pamięci - one mogą pomóc wam przetrwać niejeden sztorm w życiu.

czwartek, 10 września 2009, amor.eh.doida
poleć znajomemu » śledź komentarze (rss) »
Dodaj komentarz »
Pisz swój dziennik w Internecie
Pisz blog
Dodaj blog do ulubionych
Wersja mobilna
Blox.pl
poprzedni blog załóż bloga następny blog